Perfetto!

Blog ortodoksyjnego optymisty, pełen jego pasji i niezmąconej chęci do życia

Perfetto!

Korzystając z tanich lotów z MŻ zrobiliśmy sobie swoistego rodzaju Gwiazdkę na koniec listopada 🙂 . Początkowo cel podróży miał być inny, ale z czasem ewoluował chyba w jeszcze lepszą wersję i chwała mu za to. Szczęśliwie kompas wskazał na Bolonię. Podejrzewam, że nie jest to pierwszy wybór do turystycznego podboju Italii, choć dziś już wiemy, że nie do końca słusznie. To miasto ma wszystko: historię, zabytki (i to wszystkie dostosowane), niesamowity klimat i więcej niż poprawną komunikację miejską, co po greckich wakacjach było sympatyczną odmianą. Każdy kierowca, czy „kierowniczka” 🙂 pomocni, życzliwi i w większości z „językiem angielskim”. Bolonia urzeka architekturą i dla Krakusa takiego jak ja, jej niezliczone arkady kojarzą się z krakowskim Kazimierzem, choć te u nas na dużo, dużo, dużo mniejszą skalę. Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od katedry https://pl.wikipedia.org/wiki/Bazylika_%C5%9Bw._Petroniusza_w_Bolonii i powiem tak: pamiętając, jak w niemal zbliżonym okresie wyglądała katedra w Mediolanie, z migoczącymi reklamami na jej fasadzie, to ta bolońska zachowała w pełni swój urok i przeznaczenie. Nieopodal znajduje się pałac króla Enzo https://bolonia.pl/palac-krola-enzo/ W pobliżu owego pałacu zaś słynna fontanna Neptuna, nieodzownie kojarząca się z tą naszą gdańską 🙂 . Tak w ogóle w tym mieście co rusz jest jakaś „perełka”, a każda uliczka prowadzi do kolejnej 🙂 Bolonia słynie też ze swoich dwóch wież https://pl.wikipedia.org/wiki/Wie%C5%BCe_mieszkalne_w_Bolonii, z których to rozciąga się widok na całe miasto i nie tylko. Między innymi z nich można się przekonać, że tu niemal wszystko ma kolor cegły lub innych odcieni czerwieni. Aby nie zanudzić, z prędkością włoskiego pendolino, czyli ponad 200 na godzinę pomknę z opisem do drugiego miasta na naszym szlaku 🙂 Jako się rzekło – pociągiem, choć jego komfort niewiele ma wspólnego ze znanymi mi pociągami 🙂 , pojechaliśmy do Florencji, czyli do obiektu naszych wspólnych marzeń 🙂 🙂 🙂 . Miasto niemal całkowicie różne od Bolonii, ale wprost śliczne. I tak nasze zwiedzanie zaczęliśmy od katedry Santa Maria del Fiore i tutaj już zwariowałem z zachwytu 🙂 https://www.wnieznane.pl/florencja,44,2,co-warto-zobaczyc,1652,Katedra-Santa-Maria-del-Fiore W mieście tym widać i czuć jak wielki rozmach mieli Medyceusze, bo niemal wszystko tutaj od nich się zaczyna i na nich też się kończy. Było nam dane obejrzeć w oryginale słynną rzeźbę „Dawida” autorstwa Michała Anioła i tym samym, chociaż pod obowiązkową maseczką, ale na obliczu MŻ widniał uśmiech od ucha do ucha 😀 . Dla mnie na dziedzińcu było coś ekstra, czyli paaaalmy. W dalszej kolejności oczywiście kierunek na Palazzio Vecchio https://www.budowle.pl/budowla/palazzo-vecchio i słynną galerię sztuki Uffizi. Tutaj człowiek mógłby przepaść na kilka dni, my jednak aż tyle czasu nie mieliśmy 🙁 W drodze powrotnej rzut oka na fontannę z dzikiem, następnie już tup, tup, tup na pociąg i cytując moją ukochaną: „na szczęście nie obejrzeliśmy wszystkiego, więc będzie po co tu jeszcze wrócić” 😀 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 . „Czerwoną włoską strzałą” powrót do Bolonii, by jutro jeszcze raz zasmakować ją i jej kuchnię. Kolejny dzień zaczęliśmy od katedry św. Piotra, trafiliśmy akurat na mszę i dodam tylko, iż tamtejszy organista miał głos iście operowy. Potem to tu, to tam, po miejscach znanych już nam, ale nie tylko, kierując się do Muzeum Archeologicznego. Tuż obok wejścia do niego panowie na skrzypcach cudownie odegrali szalenie lubiane przez nas m. in. „Bolero” Ravela 🙂 🙂 🙂 . Kiedyś mieliśmy okazję wysłuchać tego utworu w słynnych wiedeńskich ogrodach Schönbrunn, w wykonaniu Filharmoników Wiedeńskich 🙂 🙂 🙂 . Znaleźliśmy czas podczas tego pobytu, choć z różnym powodzeniem, na posmakowanie „ichniej” kuchni. Wiele rzeczy mega smacznych, a wśród nich najlepsze tiramisu, jakie kiedykolwiek jadłem 😀 . Wyjazd więcej niż udany, dobrze zaplanowany, krótko, zwięźle i na temat. Dziękuję i polecam się 🙂 https://m.facebook.com/100001080338679/posts/pcb.4675096975869601/?photo_id=4675096745869624&mds=%2Fphotos%2Fviewer%2F%3Fphotoset_token%3Dpcb.4675096975869601%26photo%3D4675096745869624%26profileid%3D100001080338679%26source%3D49%26refid%3D17%26_ft_%3Dmf_story_key.4675096975869601%253Atop_level_post_id.4675096975869601%253Atl_objid.4675096975869601%253Acontent_owner_id_new.100001080338679%253Athrowback_story_fbid.4675096975869601%253Aphoto_attachments_list.%5B4675096745869624%252C4675096855869613%252C4675096539202978%252C4675096629202969%252C4675096835869615%5D%253Astory_location.4%253Astory_attachment_style.album%253Athid.100001080338679%253A306061129499414%253A2%253A0%253A1638345599%253A-7312726105758895365%253A%253A%26__tn__%3DEH-R%26cached_data%3Dfalse%26ftid%3D&mdp=1&mdf=1

Połknięte lektury: Bernard Minier „Paskudna historia”, Remigiusz Mróz „Zerwa”, Tomasz Mróz „Międzyczasowiec”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *