Blog

Blog ortodoksyjnego optymisty, pełen jego pasji i niezmąconej chęci do życia

24 sierpnia Urlop przez duże „U

Pełne dwa tygodnie zasługują na duże „U”, a dodatkowo jego wielkość potęguje uskrzydlenie i ubogacenie naszej mobilności, uff 🙂 Skoro już tyle tych „u”, to pokrótce – co się udało ujrzeć:

  1. Popradske pleso, https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/nad-popradzki-staw/
  2. Strbskie pleso, https://gorydlaciebie.pl/wyprawy/nad-popradzki-staw/
  3. góra Paproć w okolicach Limanowej, https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3326121347433844&id=100001080338679 https://pl.wikipedia.org/wiki/Papro%C4%87_(Beskid_Wyspowy)
  4. Polana nad Muraniem, https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3336655239713788&id=100001080338679
  5. góra Gorc, https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3349205908458721&id=100001080338679
  6. Łysa Góra koło Limanowej, https://www.facebook.com/profile.php?id=100001080338679
  7. Krzywoń koło Rabki-Zdrój https://www.facebook.com/profile.php?id=100001080338679

I wiele nie mniej ambitnych wzniesień w okolicy i trochę dalej.

Połknięte lektury: Tomasz Jastrun „Gorący lód”, Remigiusz Mróz „Nieodgadniona”.

17 sierpnia 2020 Bo do „tanga” trzeba dwojga

W końcu skończyłem sześciotygodniową rehabilitację, choć trwała ona niemal osiem tygodni, ale to tylko jest dowodem na potwierdzenie tezy, iż czas, to pojęcie względne. Teoretycznie już mógłbym oddać się błogiemu „mniej więcej lenistwu”, ale nic z tych rzeczy, ponieważ MŻ urlop zaczyna dopiero za tydzień 🙂 Umowa była taka, że my popilnujemy domu, a rodzice pojadą w góry lecz okazało się iż dom sam się pilnował, gdyż był pełen ludzi 🙂 🙂 🙂 Nie ma tego złego, chociaż rodzice w górach odpoczęli, mając święty spokój 🙂 Po godzinach pracy MŻ to i owo udało się poogarniać lub pospacerować po okolicy. Na sam koniec pilnowania domu, który to sam się pilnował wspólnie z MŻ, Dominiką i Karolem wyskoczyliśmy do Olsztyna, nie, nie do tego na Warmii, lecz do tego nieopodal Częstochowy 🙂 Celem był tamtejszy zamek, o którym to ostatnio zrobiło się głośno, ponieważ pod nim odkryto szereg mega jaskiń, a od dawien dawna chodziły słuchy, jakoby zamek ten podziemnymi korytarzami był połączony z Jasną Górą 🙂

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3310942178951761&id=100001080338679

Połknięte lektury: Stephen King „Mroczna połowa”, Zygmunt Miłoszewski „Jak zwykle”, Manuela Gretkowska „Agent”.

15 sierpnia 2020 Tak blisko i tak pięknie

Istnieje, choć tylko wirtualnie, lista miejsc, które jakiś czas temu z MŻ postanowiliśmy wspólnie zobaczyć albo zwiedzić. Owa lista co rusz pęcznieje, wraz z poprawą naszej mobilności 🙂 Skoro zdarzyła się cudownie piękna sobota, a żaden dalszy wyjazd nie wchodził w grę, to padło na Tyniec i na tamtejsze opactwo, gdzie udaliśmy się jeszcze pełni pozytywnych emocji po piątkowym spotkaniu z Damianem, czyli naszym chrześnikiem.

Aż wstyd się przyznać, że po raz ostatni w tynieckim opactwie byłem, o zgrozo, jeszcze w szkole podstawowej, czyli co by nie mówić, hmmmm… parę lat temu 🙂 🙂 🙂 Od razu na wejściu informacja, że znajdujemy się na terenie najstarszego opactwa w Polsce już robi niemałe wrażenie. Obłędny widok na Wisłę z góry, więc nie mogło się obejść bez zdjęć, a potem upalny spacer wzdłuż Wisły. Dla mnie była to też super lekcja wspomnień i wyzwanie: jak „powozić” elektrykiem pośród pieszych i rowerzystów, a dla MŻ okazja do zebrania polnych kwiatów na akcji „Piękny bukiet”. Gdy tak spacerowaliśmy ja wspominałem, że w te miejsca jeździliśmy z tatą, aby oddawać się pasji wędkowania – słynne Podgórki Tynieckie. Kiedy bukiet był już gotowy ustaliliśmy, że tym razem poświęcony zostanie w mojej dawnej parafii oo. Redemptorystów na Krzemionkach. Po powrocie do domu szybkie odświeżenie, obiadek, choć na głód, przynajmniej ja nie narzekałem, ponieważ na wycieczkę do Tyńca MŻ zabrała osobiście upieczone, mniam, mniam – jagodzianki. Słowo daję, że nie jest to wazelina – smaczniejszych w życiu nie jadłem 🙂 🙂 🙂 a ta opinia jest zbieżna z opinią Damiana. Tak więc nadarzyła się okazja, aby znów odwiedzić „stare śmieci”. Było więcej niż ok i nie tylko mnie się podobało 🙂

Połknięta lektura: Jo Nesbo „Czerwone gardło”

08 sierpnia 2020 Ślub Zuzi i Amadeusza

Tych dwoje tak się mijało, mijało, aż przed ołtarzem wylądowało 🙂 Uwielbiam ich oboje, choćby za to, że drugiej tak zakręconej pary nie spotyka się co dzień. Ponoć to, co miało miejsce 08.08 to co najmniej jednym z korzeni sięga aż do Wieliczki i że niby ja i MŻ mieliśmy jakoby na to wpływ. Czy tak było, dziś już nie jest najistotniejsze, faktem zaś jest, że moja siostra – tak, tak moja, bo od zawsze Zuza mówiła, że jestem jej starszym bratem – ma męża, a ja tym samym szwagra 🙂 Uroczystość w tych pandemicznych czasach była skromna, z pełnym zachowaniem ostrożności, lecz z własnego doświadczenia wiem, że w tym dniu nie to jest najważniejsze. Na miejsce swoich zaślubin wybrali piękne sanktuarium w Leśniowie, więc nie ma innej opcji, ciąg dalszy też musi być piękny i tego im życzę. Choć data była wyznaczona już dawno, jak to bywa u Zuzanki w zwyczaju, niejedno było ogarniane na ostatnią chwilę, ale skoro świadkową była MŻ, to udać po prostu się musiało 🙂 🙂 🙂

Impreza weselna zorganizowana była hmmm, chyba skądś to znam – w agroturystyce, a w niej miejsca ogromnie dużo i zabawa do białego rana oraz nocne Polaków rozmowy 🙂 o Wiśle 🙂 Towarzystwo zgrane, do tańca i do różańca, potem na totalnym luzie też przy ognisku, więc nic dodać, nic ująć 🙂 🙂 🙂

https://www.facebook.com/zuzanna.ludwik/posts/3339199422805978

P.S. Można odetchnąć z ulgą i niech świat dalej się kręci

Połknięte lektury: Bernard Minier „Noc”, Janusz Głowacki „W nocy gorzej widać”.

13 sierpnia 2020 Bawełniany jubileusz

Uważam że było i jest co świętować, więc jak przystało na prawdziwe obchody potrwały one kilka dni 🙂 🙂 🙂 Najpierw o zachodzi słońca podziwialiśmy Kraków z Cracoweye

Okazja szczególna i miejsce szczególne, bowiem okolice hotelu Forum, czytaj: Ludwinów, to bliskie memu sercu „stare śmieci” i to w tej okolicy się wychowywałem 🙂 Co prawda Krakóweye miał uchodzić za atrakcję niemal bez barier architektonicznych, lecz to po prostu byłoby zbyt piękne, więc tu schodek, tam schodek, a tu jeszcze dwa, ale co tam… Po tym wyzwaniu powróciliśmy do domu, a w nim sporządzona dłońmi MŻ szybka kolacja z dobrym winem i moja utajniona niespodzianka. Nieskromnie powiem, że uskrzydlona, więc i ja byłem uskrzydlony, aaaale żeby nie było… MŻ poprosiła o chwilkę i wyskoczyła do auta, wracając z zajefajnym T-shirtem Wiesłki. Konkludując: wilk syty i Menchester City.

A w dzień, w którym to dokładnie dwa lata wcześniej, wypowiedziane zostało: „ja, Paweł” itd. pojechaliśmy do świątyni w której te słowa padły, był dreszczyk emocji, a na koniec gratulacje od naszego księdza.

Połknięte lektury: Tomasz Lis „Historia prywatna”, Maja Lunde „Błękit”, Janusz L. Wiśniewski „Koniec samotności”

P.S. Nawet Krakóweye nie był w stanie tak do końca zakręcić nam w głowach, ponieważ od dłuższego czasu niemal wszystko kręciło się wokół ślubu Zuzi i Amadeusza 🙂 🙂 ale o tym przy następnej okazji.

24 lipca 2020 #wislackiewakacje

To absolutnie nieprawda, że Moja Żona nie podziela mojej pasji futbolowej, wprost przeciwnie, tak jak ja pała uczuciem do Wisełki 🙂 , a dowodem na to niech będzie fakt, iż to właśnie ona podsunęła mi konkurs organizowany przez Socios na Twitterze 😉 Kolejnymi dowodami na poparcie mej tezy niech będzie to że właśnie MŻ jest autorką tego świetnego zdjęcia oraz kupiła do niego rekwizyty 🙂

Połknięta lektura: Jason Matthews „Pałac zdrady”

23 lipca 2020 Powrót – na SABAS i Pod Katarynkę

Nie ma co się oszukiwać: pandemia ostro namieszała, życie kulturalne wypychając do Internetu. Jasne, że lepszy rydz niż nic, itp., itd., ale… Nadarzyła się okazja, aby połączyć przyjemne z pożytecznym i to jeszcze w gronie osób, których tak jak i mnie „uwiodła” Katarynka. Spotkanie zorganizowała Beata Anna Symołon w OKK Wola Duchacka. Po wiadomości, która gruchnęła w marcu, że to już koniec Katarynki, nie do końca i nie o wszystkich kulisach mieliśmy pojęcie. Tymczasem tutaj Wiola z Markiem streścili, co nastąpiło. Początkowo właściciel, zamiast jak by się wydawało, oczywistego obniżenia czynszu, jeszcze wręcz go wywindował, następnie zaczął straszyć sądami i niby to należnym mu odszkodowaniem lecz szczęśliwie tu z pomocą prawną pospieszyli przyjaciele Katarynki, udowadniając że jego roszczenia były bezpodstawne i chytry, a raczej pazerny dwa razy traci. Pomysł na to spotkanie zrodził się już w momencie, kiedy to Wiola, Marek i Katarynka zobaczyli, że dla wielu, wielu ludzi są po prostu ważni. Samo spotkanie miało charakter wspominkowy, znów pojawiły się wiersze słyszane przy Brzozowej, zabrzmiała Markowa gitara i można było się odszukać i przejrzeć w licznych zdjęciach Marii Leżańskiej:

https://www.facebook.com/maria.lezanska/posts/10214285289525621

Wierszy było dużo, bo miały tu miejsce debiuty 🙂 Hmm, jaki jest wiersz każdy widzi, to znaczy słyszy, więc nie mnie je oceniać 🙂 Moje pojawiły się dwa, w tym jeden już niemal na samym końcu, nieco w kontrze do innych, mało optymistycznych.

Niech to będzie antraktem

Katarynkę, jej klimat
stworzyli właściciele
adres to nie był prymat
lecz ich serca tam wiele.

Pamięć trwa nieśmiertelna
salwy śmiechu, wzruszenia
atmosfera subtelna
złączyła pokolenia.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

Wiatr natchniony melodią,
co się skryła w załomie,
plątał włosy przechodniom,
albo ściskał im dłonie.

Pod balkonem westchnienia,
miały miejsce na trwałe,
pamiętając spojrzenia,
niekoniecznie nieśmiałe.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

To nierówna gra z cieniem
z którym wygrać nie sposób
Wy byliście schronieniem
dla artystów, ich głosów.

Jutro znajdzie zawiasy,
nuty znajdą piosenkę,
nowe chwyty i czasy
wyciągnijcie doń rękę.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

Połknięte lektury: Beata Biały „Osiecka.Tego o mnie nie wiecie”; Stephen King „Martwa strefa”, Zygmunt Miłoszewski „Kwestia ceny”.

18 lipca 2020 Dobry weekend nie jest zły

Tak się złożyło, że zanim zaczął się weekend, pojawił się u nas gość, a raczej „gościówa”, od razu spieszę dopowiedzieć i to, słowo daję, bez wazeliny – zawsze mile widziana 🙂 W piątkowe przedpołudnie pojawił się jej drugi połówek i odjechali w siną dal, a właściwie w Gorce 🙂 i jak zwykle spotkać się było miło 😀 Wkrótce po odjeździe ja ewakuowałem się na rehabilitację, a kilka godzin później weekend na serio można było zacząć. Szkoda tylko, że do dobrej pogody ducha nie dostosowała się pogoda za oknem, ale widać ten rok już tak ma, że jest bardziej kapryśny niż pozostałe. Sobota stała pod znakiem ostatniego meczu w tym sezonie, a wyjątkowość jego miała polegać też i na tym że, tutaj uwaga: chyba tym razem na serio, do końca i nieodwołalnie w roli piłkarza, kibice Wisły Kraków mieli pożegnać Pawła Brożka. Już jedno takie pożegnanie się odbyło, wówczas „towarzyszył” mu Arek Głowacki, a tym razem, by to też nie była ot taka „samowolka” 🙂 , karierę kończył również Marcin Wasilewski. Z pomocą MŻ w tempie iście ekspresowym popełniłem dwa wiersze o tych, co by nie mówić, wyjątkowych postaciach polskiej piłki. Potem, jak w starej reklamie Media Markt „jak to Wladimir MIG-iem” na szybkie zakupy i wreszcie mecz  Mecz się odbył, nie zabrakło owacji, również tych na stojąco i tu postawię kropkę 😀 . Miło było i tak, bo każde spotkanie z przyjaciółmi z FORBG do kategorii miłych zdecydowanie zaliczam. Potem powrót do MŻ, mały toast i cytując Pawła Brożka z wywiadu pomeczowego: „należy uzbroić się w cierpliwość”, ponieważ chyba nie każdy i nie od razu, ujrzy wymarzoną i potężną Wisłę już w nadchodzącym sezonie.

NIEDZIELAAAAAAAAAAA Dlaczego aż tak? Gdyż w końcu zebraliśmy się w sobie, żeby nie powiedzieć do kupy i zamiast wieczornej mszy przy ulicy Zamiejskiej (to tutejsza parafia), w końcu i to przy pięknej pogodzie pojechaliśmy do naszego świętego Sebastiana do Wieliczki  Jak uda się odgruzować archiwum, to nie raz i nie dwa opowiadałem o wyjątkowości tego miejsca, atmosfery, klimatu, ba! nawet zapachu oraz oczywiście księdza Mateusza 😀 Radość ze spotkania obustronna i niemal było tak, jak przed dobą pandemii 😀 Potem na szybką kawę do mamy, a na wieczór nasze sprawy 🙂

Połknięte lektury: Marcin Meller „Nietoperz i suszone cytryny”, Olga Tokarczuk „Bieguni”, Steven King „Carrie”

14 lipca 2020 Wyborrrrrrrrrrrrry

Kto mnie zna wie, że nie stronię od wypowiedzi na niekoniecznie wygodne tematy, typu polityka. Mam swoje poglądy i co dowiodły ostatnie wybory około 50% społeczeństwa się z nimi zgadza. Podczas poprzedniej kampanii prezydenckiej mój instynkt podpowiadał mi, że wygrać to jedno, a dotrzymać wszystkich obietnic, to drugie i to wówczas popełniłem taką fraszkę:

Będzie się działo !

Był Ksiądz Robak
Był Soplica,
A dziś ” Jędrek obietnica „
A że chlapnął on niemało
Będzie zabawa,
będzie się działo.
15.06.2015 r.

Hmm, no i się działo, lecz z zabawą niewiele to miało wspólnego i pewnie mógłbym tu postawić kropkę lecz zamiast tego posłużę się cytatem: „Demokracja skończy się wtedy, kiedy rząd zauważy, że może przekupić ludzi za ich własne pieniądze” pisał o amerykańskim „eksperymencie” z demokratyczną formą rządów Alexis de Tocqueville, francuski myśliciel polityczny, socjolog, polityk. Czy myśliciel miał rację, niech każdy sam oceni, a cytat ten uderzył mnie w jednej z powieści mojego ulubionego autora Bernarda Minier. Tylko z kronikarskiego obowiązku dopowiem, że byłem i głosowałem, choć nie było tak łatwo, jak w pierwszej turze. Sprawy skomplikowała ponoć jedna pani, która to zapomniała przekazać klucza do bocznego wejścia z podjazdem. Kiedy jednak skumulowały się trzy osoby na wózkach i padł pomysł, że skoro wspomniana pani nie odbiera telefonu, to po prostu trzeba uciąć kłódkę, bo cytując MŻ „ja po schodach wyjdę, ale odpuszczając tę sprawę uczymy „dziadostwa” „. I tak to po naszej interwencji upragniony klucz cudownie się znalazł. Ech.

Połknięte lektury: Bernard Minier „Krąg”, Jakub Małecki „Dygot”, „Ślady”

11 lipca 2020 Nadeszła wiekopomna chwila

Po miłych rehabilitacyjnych męczarniach 🙂 nastał wreszcie weekend i to jeszcze jaki! Dość powiedzieć, że z MŻ mamy taką coroczną kumulację, świętując imieniny z urodzinami i urodziny z imieninami, jak kto woli. Plany były ambitne, zawierały między innymi wyjazd w Gorce i podziwianie Krakowa z dużej wysokości, miłą kolacja we dwoje, itp., itd. Z części zrezygnowaliśmy, bo kapryśna tegoroczna pogoda rozdaje karty po swojemu, a z innych – bo tak 🙂 . Weekend jako się rzekło, zapowiadał się ekscytująco ponieważ po baaardzo długiej przerwie nadeszła ta, jakże wiekopomna chwila mojego powrotu na wiślackie trybuny.

Dookoła stadionu spore „zasieki”, co rusz punkty i obowiązkowa dezynfekcja rąk, o maseczkach rzecz jasna nie zapominając. Kibiców dużo nie było, bo i być nie mogło, ale wśród nich pojawił się gość zdecydowanie wyjątkowy, któremu na jakiś czas miłość do Wisełki chyba cokolwiek osłabła. Chodzi o Bogusława Cupiała, właściciela Telefoniki oraz za najlepszych czasów naszej Wisły Kraków. Mecz, no cóż, bez historii, gdyż podział punktu ze spadkowiczem chluby nie przynosi, ale arbiter tego spotkania też nie udźwignął i to byłoby na tyle. Powrócić jednak na R22 zawsze dla mnie jest czymś wyjątkowym, więc tak było i teraz.

Połknięte lektury: Sherry Jones „Klejnot Medyny”, Henning Mankel „Grząskie piaski”, Katarzyna Bonda „Cicha pięć”, Irwin Shaw „Zakłócenia w eterze”, Kuba Wojewódzki „Nieautoryzowana autobiografia”.

06 lipca 2020 Nowy początek

Nowy początek, bo powracam do świata żywych z blogiem, z wielką chęcią opowiedzenia, co też się
zdarzyło, jak w tym miejscu mnie nie było 🙂 . Witam, jak zawsze z pozycji Autora, ale też jako
Osobowość bez barier w konkursie „Kraków bez barier”, no i wreszcie witam serdecznie z pozycji
Herkulesa 🙂 🙂 🙂 . Jak uda mi się „odkopać” archiwum z blogiem, to przytoczę moje słowa i
ówczesny wpis o tym, że ja, w przeciwieństwie do Innych, nie byłem przekonany, co do mojej
kandydatury, ale wówczas usłyszałem znamienne słowa, iż na szczęście to nie do mnie będzie należeć
ocena  . Dziś wiem ciut więcej o wynikach głosowania i nie jestem pewien: czy o zgrozo, czy na całe
szczęście – werdykt Kapituły był jednogłośny i spośród trzydziestu jeden kandydatur ostała im się
jedna… 😀 . Hmm, wniosek z tego chyba należy wyciągnąć następujący, iż to tylko ja się pomyliłem,
niedoszacowując swoich możliwości, za co tych, którzy w nie wierzyli i wierzą niniejszym
przepraszam. Mea culpa! W tym miejscu pozwolę sobie na przytoczenie słów utworu Patrycji
Markowskiej, że „świat się pomylił” – mam nadzieję, że nie 😀
Po ubiegłym, doprawdy wyjątkowym roku, pod względem podróżniczym i nie tylko, miałem wrażenie
graniczące z pewnością, iż rok 2019 zapamiętam na zawsze, ale on postanowił dopisać jeszcze jedną,
wyjątkową kartę.
https://www.facebook.com/kgs.krakow/posts/291473938931973
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=2895832417212915&id=772987299497448
https://www.wisla.krakow.pl/aktualnosci/aktualnosci/wisla-nagrodzona-w-xiii-edycji-konkursu-
krakow-bez-barier

Iść dalej

Szczęścia dobre wibracje,
miejsca i wydarzenia
usłyszałem laudację,
łzy nieomal wzruszenia.

Chociaż czasem mnie nosi,
lecz być sobą się staram,
a Herkules aż prosi
by iść dalej jak “taran”.

Poprzez ludzkie słabości
i mielizny zwątpienia,

pełnie mam świadomości
wiele jest do zrobienia.

Nikt nie zrobi wszystkiego,
tak od razu, na stałe,
zamiast głaskać swe ego,
kropla niech drąży skałę.

06.07.2020r.
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=3169263376452976&id=100001080338679