Wiersze

Blog ortodoksyjnego optymisty, pełen jego pasji i niezmąconej chęci do życia

Niech to będzie antraktem

Katarynkę, jej klimat
stworzyli właściciele
adres to nie był prymat
lecz ich serca tam wiele.

Pamięć trwa nieśmiertelna
salwy śmiechu, wzruszenia
atmosfera subtelna
złączyła pokolenia.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

Wiatr natchniony melodią,
co się skryła w załomie,
plątał włosy przechodniom,
albo ściskał im dłonie.

Pod balkonem westchnienia,
miały miejsce na trwałe,
pamiętając spojrzenia,
niekoniecznie nieśmiałe.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

To nierówna gra z cieniem
z którym wygrać nie sposób
Wy byliście schronieniem
dla artystów, ich głosów.

Jutro znajdzie zawiasy,
nuty znajdą piosenkę,
nowe chwyty i czasy
wyciągnijcie doń rękę.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

W melancholii przeciągu

Na zakrętu uboczu,
tam gdzie kończy się droga
dawno ludziom zszedł z oczu ,
ale nie z oczu Boga.

W cichej skryty przestrzeni,
choć wiekowym nędzarzem,
on jest solą tej ziemi
otulony pejzażem.

Od młodości z daleka
wiatrem czasu smagany,
w nocy gwiezdna tu rzeka,
Dom w jej fale wsłuchany.

Takie z logiką szachy
w melancholii przeciągu,
sny ulecą nad dachy,
o tym z drewna posągu.

Niemy więzień apatii
na samotność skazany,
posiadł zmysł telepatii,
dar, a może i plany.

30.04.2020r.

Szklanka wody

Obce zręby logiki
cios posyła natura,
czas we własne wpadł wnyki,
klifów zła miniatura.

Łzawych dni mroczne cienie,
i ich rdzawe nasiona,
wietrznie przykryją ziemię.
opatrzności ramiona.

Od jestestwa z podatkiem
w czterech ścianach bez smogu,
lustro niemym jest świadkiem
tęsknot życia zza progu.

Choćby w słuchawce głosem
spytać o wody szklankę,
można stać się herosem,
niszcząc obłudy bańkę.

16.03.2020

Refleksja

Stworzyć coś niekoniecznie
wiekopomnego,
ale by na dłużej niż chwilę
zapadało w pamięć
i bez przymusu
pobudzało do refleksji.

Uformować tęsknotę,
choć nieopisaną,
podskórnie wyczuwalną,
która kroczy różnymi drogami,
lecz by spróbować
jej gorzkiego smaku,
niekoniecznie trzeba zrobić
choćby jeden krok.

Zasypać przepaść,
co piętrzy sztuczne podziały.
Niechciane, złudne, niczym mgła
w piosence.

Obiecać coś, co będzie cytowane
i doczeka spełnienia,
nawet jeśli te słowa ktoś
uzna za pychę i grafomanię.

17.05.2012r.

W imadle marazmu

Frustrujący marazm
trzyma, jak w imadle,
nie odpuści na raz,
wpija się zajadle.

Truciznę swą toczy
całym krwiobiegiem,
złość zagląda w oczy
z pandemicznym ściegiem.

Każde moje próby
do przodu ucieczki
nie przynoszą chluby
i to z różnej beczki.

Niechęć do współpracy,
zmienne priorytety,
przez wirus ostracyzm
mierzi mnie niestety.

06.05.2020r.

Alergia

W egzystencji kryzysie
jestem całkiem niechcianie,
ponoć szczypią się w PIS-ie,
trzeciorzędne równanie.

Tylko widok otuchą,
co napawa energią,
świat dziś walczy z kostuchą,
ja kuleję z alergią.

Łąki ciężkie od mleczy
barwą słońca skropione,
dziwny los jest człowieczy,
wiele w nim poknocone.

Nieustanna gra z cieniem,
gdy przebija wciąż kartą,
myśli, chociaż brzemieniem,
przyzwoitym być warto.

W optymizmie chronicznym,
zaskrzypiały zawiasy,
mały wstrząs tektoniczny,
chyba brakło mi klasy.

10.05.2020 r.

Pomiędzy fasadami

Na ramionach pustki,
w ocenie tęsknoty
kroczę ku słońcu.

W zrogowaciałe dni
skurcz porażek i samotności,
wiatr pamięci,
studnia wspomnień
porośnięta czasem.

Kryzys buty w otoczeniu wszystkiego.
Rzeczywistość już tak nie boli,
zataczające się cienie
rzucają mosty ponad zapachem marzeń.

Czas się złuszczył
boleśnie obolałą łzą,
zagubione echo pociągu
pomiędzy szklanymi fasadami.

Niewyraźne, jak prawda,
lecz gęstsze niż sen
napisy końcowe
niepoukładanych dni.

21.04.2020

Palma pierwszeństwa

W pianie zieleni lata,
choć dręczony upałem
z dumy pręży się klata,
”Herkulesa ” dostałem.

Nadal kręci się ziemia,
śmiech do lustra doniosłem,
skoro ciągle pandemia,
więc się karmię ”rzemiosłem”.

Czasem autor, po pierwsze
częściej kibic i mąż
kiedy wiją się wiersze,
gnam z pokusą jak wąż.

Miłość z palmą pierwszeństwa,
najpiękniejszym witrażem,
czasem z nutką szaleństwa
wiem, że jestem szczęściarzem.

Wyznań rzeka wezbrana
swoim rządzi się echem,
padam dziś na kolana,
no i kocham z uśmiechem.

06.07.2020r.

Połowa niczego

Mam połowę niczego, 

co prawda to niezbyt wiele, 

ale i tak lepsze to niż nic. 

Jeśli nikt mi niczego 

nie odbierze, 

ani co gorsze nie doda, 

to myślę, że będę w stanie 

nadal pozostać 

połowicznym szczęściarzem. 

Gasząc lęki swiata

W pieszczocie Twych dłoni  

tańczą zmysłów runy  

trącane palcami  

pożądania struny. 

Złowiona w namiętne 

moich ramion sidła,  

alchemia bliskości  

rozwinie nam skrzydła.  

Razem bez pośpiechu  

w doznań labiryncie, 

skupiając uwagę jedynie na flircie. 

Miłosne zaklęcia w Twe włosy zaplatam 

szeptem i  pieszczotą gasząc lęki świata. 

Splątane oddechy  

w wirze uniesienia 

korowód intymny na szlaku spełnienia.