Wiersze

Blog ortodoksyjnego optymisty, pełen jego pasji i niezmąconej chęci do życia

Tropiki

Świat na nogach się słania
od upału i woni,
bez kuszący ma zapach,
wkrótce słodycz Piwonii.

Wiosna mocno spóźniona
wystrzeliła do sprintu,
I uśmiechem uwodzi
z kwiatów gąszcz labiryntu.

Pora roku zmysłowa
i smak kawy mrożonej,
jak paraliż oblepia
tkanki nią zaskoczone.

Wiolinowy klucz ptaków,
wymarzone tropiki,
każde rano wieczorem,
uśmiech ma Weroniki.

11.05.2021

Spektrum

W idyllicznym snu kokonie
lekkie załamanie fali,
krople deszczu łapię w dłonie
świat od złego On ocali.

Symboliczna dźwięku chwila,
która ciszą się rozlała
najcenniejszy słowny brylant
chcę Byś o nim pamiętała.

Smak milczącej aprobaty
równy oddech, mroku koc,
równoległe obce światy,
sen i jawa, dzień i noc.

W obrotowych drzwiach stagnacji
miłość zgarnia całą pulę,
sen ma prawo do narracji
dzierżąc w ręku marzeń kulę.

Pełne spektrum w „kocham” słowie,
”mój ty świecie” najpiękniejszy,
choć mam czasem mętlik w głowie,
Jesteś dla mnie najważniejszy !!!!!!

03.02.2019

Hazard w samoobronie

W torbie słów listonosza,
czujnych jak Anioł Stróż
łzawych wspomnień kustosza,
które tną, niczym nóż.

Jak w Otella syndromie,
blisko znamion obłędu,
hazard w samoobronie
nie wybacza tu błędów.

Zegar wybił godzinę,
choć nie rusza w nieznane
zazdrość przełyka ślinę.
słońce w szkło przyodziane.

Słowa butą stroszone,
brzozy rzucają cienie,
słońca ciekłą koronę
w dal odeszło wspomnienie.

Pod kopułą z błękitu,
niczym morskie źrenice
szmer milczenia, zachwytu,
kąkol uwiódł pszenicę.

26.03.2020r.

Lato osobliwości

Zapraszasz spojrzeniem,
odbijasz się w sercu
echem nieskończoności,
w rajskim kręgu
atawistycznego słońca.

Parne dźwięki
tęsknych westchnień
jedwabistego lata osobliwości,
perłowa kaskada dni harmonii
w czasie i przestrzeni.

To wszystko wciąż pulsuje
kalejdoskopem obrazów,
zapatrzonym w dal
źródlanym obliczem.

02.07.2021

Świata upadek

Przez kroplówkę codzienności
bladość wtłacza nam rutynę,
mamy pokarm dla ludzkości,
zastępując aspirynę.

Złe prawidła nic nie dają,
oprócz fali irytacji,
to co zdrowe wysysają,
perspektywą czczej narracji.

W skutek siły odśrodkowej,
sekundowym czasu ściegiem,
wbrew miłości cyklopowej,
pieniądz kusi swym obiegiem.

Sugestywna paranoja,
rtęć, co kipi w termometrze,
świat chce upaść tak jak Troja
lub wysadzić się w powietrze.

29.10.2020

Cerveza

Piwo, piwko, piweczko,
jeśli dobrze schłodzone
choć ściśnięte jest beczką,
wkrótce już uwolnione.

Pierwszy łyk jak grom z nieba
nad gajami Edenu,
o przecudna cervezo
wiesz pożądam cię czemu.

Piany bielą mnie kusisz,
słodko-gorzkim płomieniem
jedno tylko wiedz musisz:
me ugasić pragnienie.

20.06.2021r.

Na barykadzie upału

Biały całun pustej kartki
w swej prostocie tak banalny,
za oknami strumień wartki
temperatur tropikalny.

Pełni lata maszyneria
poszukując plamy cienia,
barw zapachu istna feeria,
świat na skraju jest omdlenia

Katharsis jest nocną mrzonką,
karząc w tym odnaleźć siebie,
za to niebo gwiezdną łąką
w skwar mych dni powszednim chlebie

Na upału barykadzie
nawet myśli są spocone
lato gna po autostradzie
już w jesieni złotą stronę.

24.06.2021

Zbędne ozdobniki

W tyglu odległości,
karmię się modlitwą,
kompas na miłości,
jak „topielec z brzytwą”.

Zdzieram cudzysłowie,
zbędne ozdobniki,
pod powieką, w głowie,
obraz Weroniki.

Nie jest czarno – biała
dzisiejsza tęsknota,
moc słońca przelała
obrączka ma złota.

W miłosnym dialekcie
pędy rozwijając
jestem ja w afekcie
gardy nie spuszczając.

25.04.2019

Grzechy niepopełnione

Wiele ran można zasklepić,
przelewając ich głębię na papier
lub zręcznymi pociągnięciami pędzla
oswoić ból.

Mydlenie oczu,
że wszystko za nas zrobi czas,
jest jak wiara
w podziurawione czółno
na środku oceanu.

Słowa więzną w gardle,
nie chcąc spłynąć piórem na papier,
wzbraniając się,
stają dęba jak koń
przed przeszkodą nie do przebycia.

Osobliwe jak grzechy,
których nikt nie popełnia,
nie chcąc narazić się
na bycie śmiesznym.

Skrzyżowane jak nić na krosnach,
słowa nie muszą zbić hałasu i zmącić ciszy,
ale nitka po nitce
zapełniają głuchą przestrzeń utopi.

07.01.2014

Słowa – klucze

Jak codzienność w szklanej windzie,
wiem, że jestem i to tyle,
jeśli chciałbym być gdzie indziej
i tak grzęznę w szklanym pyle.a

Autonomia jest jak wydma,
niestabilnym hologramem
i niełatwym bywa pryzmat,
kiedy tkwi się „pod dywanem”.

Słowa klucze są pretekstem,
liter gotyk cyrylica,
mgła wciąż wisi nad jestestwem,
czarno-biała szachownica.

Rozszczelniły się teorie
niemal zawsze są w nich luki,
więc zyskują alegorie,
cierpka lekcja do nauki.
15.06.2021r.

Stres

Rzut oka w lusterko,
pstrokate zmęczenie
i z lodem wiaderko,
czasu zapętlenie.

W głowie karuzela,
niestrawne spoiwo,
treść rodem z Orwella,
które to już piwo?

Dziwność puszcza oko,
kłopoty z żołądkiem,
ból tkwiący głęboko
końcem czy początkiem?

Stres siłę ma wielką,
wielkie doświadczenie
proszkami, butelką
kupujesz milczenie.

Myślowa kołatka
uwolnić się stara,
ziołowa herbatka,
tulisz się w oparach

24.04.2020

Ciężar

Każdy ciężar minionych lat
uczył doświadczenia
każda z zamykanych książek
nasycała słowem,
jeśli z tego co za mną
zdołam zrobić właściwy użytek,
to może
z moich planów wyłoni
się coś więcej,
niż nadwaga i pustosłowie

12.05.2020

Maskarada

Wszystko może być motorem
wizją głupca lub iluzją,
śledząc głuchą metaforę
co dla wiersza jest transfuzją.

Rozgościł się strach sękaty
mrożąc myśli bez pośpiechu
ozdobiony w grube kraty
noc bez prawa do oddechu.

Maskarada płynnych cieni,
między snami most wiszący
zimna igła tkwi w przestrzeni
umysł jak ptak szamoczący.

27.04.2021

Zimny prysznic

Gdy ktoś łapie za gaśnicę
by prysznicem mnie uraczyć,
chcę szanować obietnicę,
choć ktoś chce ją przeinaczyć .

Głębszy oddech jest wskazany
w celu myśli cyrkulacji,
lepiej w ciszy lizać rany
niż dać lżyć ze swoich pasji.

Jeśli się emocje wkradną
grzech niezamierzony był
słów, nie cofnie mocą żadną
osobiście więc krok w tył.

02.05.2021

Ultimatum

Znaleźć czas na myślenie,
ukojone emocje,
które przypomną odwieczny głód.

Chcę odwzajemnić uśmiech,
będąc opętany słońcem.

Pstrokaty bagaż doznań
daleki od stereotypów,
wydaje się puchnąć,
nie zważając na okoliczności.

Ultimatum bytu ukazuje furtkę,
która prowadzi do miejsca,
gdzie narzuconym myślom
i słowom odważnie mówi się:
Nie.

29.12.2010r.

Za kotarą

Rozsądek przeważnie zdrowy
raźno gna do przodu cwałem,
zbywa nastrój kobaltowy,
strosząc piórka swe z zapałem.

Emanacja dziarskich wizji
twarzy w lustrze zatopionej,
kolorowy smak prowizji,
jak waluty zagubionej.

Kiedy świat był jeszcze młody,
przed rozsądkiem się przechadzał
nagle zimny strumień wody
świadomości mata zadał.

Za kotarą ściskoszczęku
w aureoli cnót skąpany,
śmiech wychynął z objęć lęku
odbijając się od ściany.

Uśmiech igłą jest w kompasie,
grotem strzały szybującej,
gdy pokora jest w zapasie
wówczas częściej świeci słońce.

19.04.2021

Dość wymiany uprzejmości

Myśli lepię znów na nowo,
na początku nieforemnie,
temat traktując zdawkowo
brnę, bo takie to przyjemne.

Dość wymiany uprzejmości,
z samym sobą lub z wersami,
jeszcze nie grzechoczą kości,
choć już zmarszczki pod oczami.

Kakofonia słownych pląsów
nadążając za tematem,
umysł mój nie znosi dąsów,
więc go smagam wiersza batem.

Historycznie rzecz ujmując,
jeśli byłem krótkowzroczny
życie wściekle manewrując
uczyniło w myśl żarłocznym.

Więcej wyzwań, więcej chęci,
do spożycia wciąż przydatnych
Ziemia się ze śmiechem kręci,
nosząc więcej spraw prywatnych.

15.04.2021

Jałmużna

Danina składana pozorom,
lub raczej otępiałym ich resztkom,
nieerotyczny głód ciała,
dodatkowo kąsany
przez jałmużnę sączących się dni.

Chęć tchnięcia żaru
w budulec myśli i słów
przetaczanych na papier
za pomocą okrągłych obietnic,
dopóki nie pękną pod naporem
wyczerpanych snów.

Odłamki przeczuć,
jak kostki domina,
przesiane przez sito
nieczytelnych grypsów,
należących niebawem
do czasów słusznie minionych.

30.08.2016r.

Rzeka marzeń

Słońce tańczy w twoich włosach,
w sposób niemal namacalny,
perli się zielona rosa
lśniąc w kołysce z liści palmy.

Strop wszechświata nadwątlony,
jakby ziemia się zachwiała,
echa wspomnień Barcelony,
rzeka marzeń wykipiała.

Zaufałaś moim rękom,
świt rozbłysnął na twej dłoni,
nad zatoką rytm flamenco
snów drogowskaz Katalonii.

Gotyk, barok czy secesja,
dzieła sztuki, piękne miasta,
rejs przez życie jak obsesja,
choć pandemia każe basta . . .

03.03.2021

Przedwiośnie

Kontur zmiennie zapętlony,

ni to zima, ni przedwiośnie,

luty może wbić swe szpony

słupek rtęci niechaj rośnie.

Niech zieleni się znów trawa

najsoczyściej jak potrafi,

słońce niczym żyzna lawa,

impuls da dla fotografii.

Wnet Magnolia eksploduje,

słodycz kwiatów niech uwodzi,

wiatr palcami rozczesuje

ciepło niechaj się rozchodzi.

Dni ściśnięte„ obcęgami”,

a  przyroda oczy mruży

górskie rowy z kaczeńcami

szumią po porannej burzy.

Choć podróże są spętane,

kierat, brzemię pandemiczne,

czekać musi Zakopane

i  z nim wioski okoliczne.

28.01.2021 r.

Horyzont próśb

Mleczny welon poranka
wisi jeszcze nad miastem,
a chmury brzemienne
w znaki zapytania,
czerpią pełnymi garściami
z wszechogarniającego smogu.

Skryte w kieszeni znudzenia domy,
falujące ciepłem bez wyrazu,
niczym klepsydra skrupulatnie
odliczająca odległość
do horyzontu próśb.

Tęsknota jak czerwona blizna
pragnąca ust zrozumienia,
różnorakie dni nasączone jedynie łzą.

Tocząca się moneta,
ropiejący brak werdyktu,
niewypowiedziane słowa
w maskaradzie
księżycowych odbić lustrzanych.

Horoskop

Tylko w horoskopie,
sukces murowany,
dla wagi, skorpiona,
i czasem dla panny.

Ich liczni autorzy,
nie uznają skruchy,
i zamiast pokory,
w nosie mają muchy.

Czarodziejska kula,
karty albo fusy,
by zobaczyć przyszłość,
liczne są pokusy.

Spoglądanie w gwiazdy,
śledzenie księżyca,
do nas nie przemówi,
tylko okolica.

Można być mieszczuchem,
żyć na blokowisku,
a więcej dostrzegać,
w tym gwiezdnym mrowisku.

4.09.2016r.

Poślizg

Czas poślizgnął się na trawie,

niezdarnością zawiedziony,

czubek nosa mocząc w kawie,

puszcza oko w cztery strony.

Literacko rzecz ujmując

dalej niż myśli skinienie,

w rytm melodii pogwizdując,

podglądając otoczenie.

Nastroszone świata zmysły,

niczym morskiej toni grzywy,

znów w soczewce dni rozbłysły 

lecz z wszechświata perspektywy.     

Każdy wybór jest luksusem,

rozpostartym spadochronem,

zwrot stanowi wciąż pokusę,

w niej wskazówki rozpędzone.

W głębi siebie mrużąc oczy,

jakby innym był wcieleniem,

czas nie stoi, lecz się toczy

zgodzie ze swym przeznaczeniem.

18.02.2021

Mądry Polak po szkodzie

Pieszczot ornamenty,
dodać komplementy,
i mogą wyjść z tego
kurna – alimenty.

Fascynacja

Pierwsze ziarna fascynacji
oddzielone od plew uprzedzeń
i ciepłe światło
chcące dać nam szansę.

Ostrożnie uchylana
skarbnica marzeń
i ciepły powiew,
zwiastunem kamieni milowych.

Rozsypane perły talentów
tak długo toczyły się
nie wiedząc o swoim istnieniu,
aż naszyjnik losu
przyciągnął je ku sobie.

Miłości nie wystarczy lubić –
trzema ją pokochać,
by móc wreszcie z kielicha ozdobionego pocałunkami
zaczerpnąć wina dojrzałego
w uśmiechniętym korowodzie słońca.

21.10.2015

Etap

Każdy dzień
winien być cegiełką
w budowie teraźniejszości,
a zarazem zalążkiem
kładki do przyszłości.

Szczegół nie rzadko
ważniejszy jest od ogółu,
więc warto poświęcić
mu tyle czasu,
ile potrzebuje do pełnego rozkwitu.

Rozmyślania
daleko mogą zaprowadzić ,
choć nie ruszając się nawet o krok,
na długo mogą zalec
tylko na etapie
snucia pięknych teorii,
w intrygującym
stanie nieważkości.

1.02.2013

Gdzieś być musi suchy ląd

Głębsze wody twojej duszy,
pozostają wciąż nieznane,
więc tym bardziej pragnę ruszyć,
podejmując to wezwanie.

Powiosłować chcę pod prąd,
dać się uwieść księżycowi,
gdzieś być musi suchy ląd,
i gościnne domu progi.

Serce dudni tak słyszalnie,
jakby w piersi było ciasno,
mały werbel gra triumfalnie,
a w rytm jego lęki gasną.

Inność traci rację bytu,
bo świat się inaczej kręci,
do tworzenia warkocz sprytu,
i do życia więcej chęci.

  1. 07.2016

Królicza nora

Słońce nieco ociężałe
tkwi ideą zarażone,
że to, co ma pod stopami
zdoła przetrwać dla pokoleń.

Strach na wróble łapie oddech,
z trudem w tlenu deficycie,
ludzkość w ostrym jest wirażu
sama własnym gardząc życiem.

Gram godności osobistej
najeżony kominami,
szczypta gniewu lub alibi
okraszone w ciszy łzami.

Wszyscy mamy za uszami
i dźwigamy wspólne brzemię
kredyt kiedyś się wyczerpie
winne tego Nasze plemię.

Żeby wyjść z „króliczej nory”
dalej niż kraina Oz,
ta planeta co dzień prosi
o rozsądku trzeźwy głos.

06.08.2019

Inna perspektywa

Świat zaiste jest ciekawy,
gdy bez wózka brnie kulawy,
kiedy o nim zapomina
i to nie jest tylko kpina

Może wejdzie mi to w krew,
tak jak kiedyś taniec, śpiew,
tylko proszę, niech o zgrozo
fakt nie będzie li sklerozą.

Jestem gotów do marszruty,
owszem, mam wygodne buty,
przez warunki pogodowe,
cóż – straciłem chłodną głowę.

19.01.2021r.

Inność mi nie zbrzydła

Siedzę na leżaku,
Giewont naprzeciwko,
cudna perspektywa,
niebo jest tak blisko.

W bezkresnym pejzażu
spokój wielki czuję,
gdy siedzę i patrzę,
nic mi nie brakuje.

Niemoc nie istnieje,
kłopoty, zwątpienia,
eteryczność chwili
warta uwielbienia.

Choć życie jest kruche
jak motyle skrzydła,
kocham to, co mam,
inność mi nie zbrzydła.

16.06.2010r.

Inne Deja vu

Czas zatrzasnął
z hukiem drzwi
bolesnego
deja vu.

Chcę zachłysnąć
się wolnością,
w zgodzie z moją
codziennością.

Wyznaczyć azymut
ku jutru lepszemu,
nie chcę być wygnańcem,
nie pytajcie czemu.

Dla sztucznej cenzury
nie kryję odrazy,
mogę stracić głowę,
lecz już nigdy twarzy.

Ciągle cenne rzeczy
w życia mego planie,
wszystko to co kiepskie,
niech z tyłu zostanie.

13.03.2009r.

Loteryjne chwile

Łupina orzecha
w gęstych szponach mgły,
toksyczne opary
druzgocące sny.


Drwiący brzdęk zegara,
omdlałe wskazówki,
poraniony cień
pękniętej żarówki.

Pozbawiony farta,
snów kolos gliniany,
królik z kapelusza
przyparty do ściany.

Wątła nić iluzji,
loteryjne chwile,
może zatem jawa
zaskoczyć chce mile?

7.04.2015r.

Cień

Zaśniedziały cierń rani pustkę,
rzucając cień
na kondukt zesłanych dni.
Pantomima, misterium
i wszystko nieuchronne, nieodgadnione,
lecz pozwalające na przejrzenie się w ciszy.
Zapadnięty w głąb siebie los,
zimny skalpel lustra,
cień wody kruchy jak szkło
podchodzi do brzegu i kołysze się
na gzymsie każdego dnia.

08.04.2019

Współbrzmienie

W ramion bezpiecznej przystani
dla Ciebie jednej jest miejsce,
dwoje w sobie zakochani,
tak jak refren w swej piosence.

Jesteś dla mnie jak muzyka
oczy twoje wciąż się śmieją,
wiesz, co czuję, Weronika
Ty mym światłem i nadzieją.

Wodzić pragnę dziś palcami
po wspomnieniach, patrząc w przód,
prosiliśmy by szedł z nami,
więc możliwy każdy cud.

Bujnych planów egzotyka,
echo dźwięków, nut, pasteli,
wirująca symbolika,
atramentu ślady w bieli.

Skrawek dni w słonecznym blasku
lecz ich czeka wielkie mrowie,
serce moje jest „w potrzasku”,
szczęściem je oddałem Tobie.

12.02.2019

Korzenie miłości

Jeśli umrzeć, to z miłości,
Ona świata jest napędem,
jej korzenie tkwią w bliskości,
więc w nią wiara nie jest błędem.

Nawet jeśli czasem łzawa,
to ze szczęścia nie zgryzoty,
łaknie niczym rosę trawa,
i kochając tak pieszczoty.

Pejzaż uczuć ukwiecony,
w sercu czysty lazur nieba,
miłość zna najczystsze tony,
których chce się niczym chleba.

Dwojga zmierzch otacza dłonią,
chociaż róże jeszcze w kwiecie,
sycąc zakochania wonią,
najpiękniejszą na tym świecie.

27.03.2017r.

Więzień melancholii

Jesień wrzyna się jak nóż,
w poszarzałą tkankę dnia,
nasiąkając łzami tęsknoty.

Milczące skargi dni,
krztuszą się mgłami
oblepiającymi wszystko,
balansując nad przepaścią czasu
i smutnych pomarszczonych prognoz.

Uwięziona psychika,
co rusz nurzająca się w stalowym uścisku
myślowego marazmu.
Uśpione jak gniazdo os
pokłady endorfin w tym obcym świecie
wiecznych korowodów spadających liści.

Jesień pozbawiona wyrzutów sumienia,
a ja tonę w strofach melancholii
i czekam na ciepłą iskrę zachodzącego słońca.

10.10.2016r.

Fechtunek

Znów ten smog drapieżca,
z modlitw naszych szydzi,
nieczystości piewca,
śmierci się nie wstydzi.

Mówi, że dyskrecja,
to u niego primo,
a co palą w piecach,
eksponuje zimą.

Zamiast papierosów,
on wspólnym nałogiem,
czy istnieje sposób,
by wygrać ze smogiem?

Tylko wiatr z plugastwem,
staje do fechtunku,
on troszczy się miastem,
gdy krzyczy „ratunku”.
17.02.2017 r.

Ciśnienie

Szare światło wątpliwości
rozproszone prawdy smugą
gładki przeskok ku wolności
nie jest krzywdą, lecz przysługą.

Wyzysk, tak jak doświadczenie,
wciąż oblicze ma lustrzane,
płatek śniegu, przyzwolenie
aby rozbić widma ścianę.

Czasem bieg koła fortuny
lubi swój odmienić pęd,
gdy pękają cienkie struny
do obłudy czując wstręt.

05.12.2020

Wszystkowiedzący zegar

Jak by dzień ten miał trudności
by na dobre móc się zacząć,
ranek pełen wilgotności
znów prognozie dał się naciąć.

Ktoś wyłączył karuzelę,
albo zwolnił jej obroty
może nie zdać się na wiele,
bo upadki są i wzloty.

Tuż za ścianą szept zegara,
on zna prawdę wbrew pogodzie,
że to senna jest kotara,
zanurzona w lepkim miodzie.

Co marazmem się zaczyna
miewa w śmiechu zakończenie,
gdy optymizm, jak sprężyna
słońca wlewa się strumieniem.

08.10.2020 r.

Myśli współczesnej duszy

W lat minionych pogromie
odciski dawnych dni,
nastroszona jest całość lękiem,
o to co było.

Czujny dzwonek następstw,
kulących się w sobie oczekiwań,
drwin i myśli
współczesnej duszy.

Niechęć do czucia się gorzej,
choćby tylko po to,
by móc poczuć się lepiej,
nawet jeśli tylko w zmęczonej wyobraźni.

Poszarpane alibi
zimnych rąk i gwiazd,
chorobliwie zazdrosny smak goryczy,
o to co nieznane.

02.10.2020

Patologia

Dzień zaczynam od śniadania,
a tu wers się już wyłania,
do obiadku schodzę z drogi
by uniknąć patologii.
Jeszcze słowo po północy,
a to krok już do „przemocy”.
23.02.2015r.

Dowód

Pod kołdrą ze snów
załopotały skrzydła
czyjejś duszy
i słodki ciężar pokory.

Opór świata,
rękawica rzucona
literackim strofom
wykrzywiającym miłość.

Gorliwa gonitwa
za czymś,
czego dzisiejszy świat
prawie już nie zna
i czego nie obejmuje dzisiejsza moda.

Rozdęta do bólu tęsknota
wylana na papier,
może nie znaleźć ukojenia.

Lecz dźwięk tych słów
odbije się echem,
szepcząc, że można kochać,
choćby wierszami.

02.08.2013

Dieta cud

Znów widziałem tę kobietę,
trzymającą „ściśle” dietę.
Więc dlaczego jej policzki,
wypychały polędwiczki?

Może z tym jest jak z paleniem,
drobnym niedookreśleniem,
gdy się czegoś nie połyka.
Ale w to, to ja nie wnikam.

07.11.2016r.

Ludzie jutra

Archipelag odosobnienia
na Oceanie pozornego spokoju,
konfesjonał, w którym
spowiada się cisza.

W porcie zakotwiczyła nuda,
czas pełen balastu
obnażył nieznany,
bezzębny uśmiech dni.

Za oknem rozpad znanego,
schody na niewidzialną Golgotę,
widok na zatokę,
nurkujący ludzie jutra
w maskach, lecz nie dla przyjemności.

Podbój nowego świata musi zaczekać,
czekanie koniecznym przywilejem,
by nie dać się porwać . . .
czarne żagle wirują,
stop grzechom zaniechania,
bagatelizowania i śmierci.

07.04.2020

Lekarstwo

Nie ma sensu palić mostów,
gdy apetyt jest na życie,
pod stopami mnóstwo ostów,
nie jest późno być na szczycie.

Uśmiech jako opatrunek,
jeśli trzeba to szeroki,
bo lekarstwo na frasunek,
to ze śmiechu zrywać boki.

Czasem ciepły głos w słuchawce
jest cenniejszy od „kokosów”,
na najwęższej szczęścia kładce
mogą kwitnąć dary losu.

Niekoniecznie czekolada
jest receptą na zgryzoty,
nie dla wszystkich olimpiada
oraz medal szczerozłoty.

1.02.2016

Praca

Kiedy wpadnie się w wir pracy,
trudniej dbać o zdrowie,
choć poniekąd chce tłumaczyć
nie tylko przysłowie.
Praca ponoć kołacz daje,
i garba niekiedy,
dobrze, jeśli się udaje,
żyć prosto bez biedy.
Byli tacy, co mówili,
„praca czyni wolnym”,
lecz z ludzkości oni drwili,
bądź zatem przezornym.

2.10.2015r.

Zakłamana gra

Szybuje mewa
nad wzburzonymi falami
ludzkiej obojętności,
upartym krzykiem
dociera do trzewi człowieka,
lecz ten sięga po kamień,
by przegonić intruza.
Bóg ubrał anioła w mocne
mewy skrzydła,
nie mogąc już patrzeć,
jak człowiek drugiego
hojnie obdarza słowem,
jednocześnie żałując
kromki chleba.
Jak płochliwe zwierzę
woli uczestniczyć w grze
pomiędzy bladym strachem,
a niedostrzegalną aureolą wieczności.

09.06.2010

Dozorca

Wiem, są różne wzorce,
dziwaczne szablony,
serca mam „dozorcę”
w osobie Mej Żony.

Najlepiej trafiłem,
przyznaję po roku,
chyba wymodliłem
„łagodność wyroku”.

„Dozorca” łaskawy
meczów nie zabrania,
hektolitry kawy,
chęci do kochania.

Chociaż chuligani
palmowy zbawiciel,
serca mego Pani
– kocham Cię nad życie.

20.07.2019

Flo

Znów kobieta piękna, mądra,
słowem rzekłbyś wymarzona,
ale wadę ma ta „Flądra”,
bo kolegi jest to żona.

Kochasz trudno-platonicznie,
sam uczucia kryjąc głębie,
siedzisz cicho by publicznie
kumpel nie dał Ci po gębie.

25.02.2015r.

Niech to będzie antraktem

Katarynkę, jej klimat
stworzyli właściciele
adres to nie był prymat
lecz ich serca tam wiele.

Pamięć trwa nieśmiertelna
salwy śmiechu, wzruszenia
atmosfera subtelna
złączyła pokolenia.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

Wiatr natchniony melodią,
co się skryła w załomie,
plątał włosy przechodniom,
albo ściskał im dłonie.

Pod balkonem westchnienia,
miały miejsce na trwałe,
pamiętając spojrzenia,
niekoniecznie nieśmiałe.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

To nierówna gra z cieniem
z którym wygrać nie sposób
Wy byliście schronieniem
dla artystów, ich głosów.

Jutro znajdzie zawiasy,
nuty znajdą piosenkę,
nowe chwyty i czasy
wyciągnijcie doń rękę.

Refren:
Niech to będzie antraktem,
krótką w spektaklu przerwą,
że wrócicie jest faktem
z Wami my z nową werwą.

W melancholii przeciągu

Na zakrętu uboczu,
tam gdzie kończy się droga
dawno ludziom zszedł z oczu ,
ale nie z oczu Boga.

W cichej skryty przestrzeni,
choć wiekowym nędzarzem,
on jest solą tej ziemi
otulony pejzażem.

Od młodości z daleka
wiatrem czasu smagany,
w nocy gwiezdna tu rzeka,
Dom w jej fale wsłuchany.

Takie z logiką szachy
w melancholii przeciągu,
sny ulecą nad dachy,
o tym z drewna posągu.

Niemy więzień apatii
na samotność skazany,
posiadł zmysł telepatii,
dar, a może i plany.

30.04.2020r.

Szklanka wody

Obce zręby logiki
cios posyła natura,
czas we własne wpadł wnyki,
klifów zła miniatura.

Łzawych dni mroczne cienie,
i ich rdzawe nasiona,
wietrznie przykryją ziemię.
opatrzności ramiona.

Od jestestwa z podatkiem
w czterech ścianach bez smogu,
lustro niemym jest świadkiem
tęsknot życia zza progu.

Choćby w słuchawce głosem
spytać o wody szklankę,
można stać się herosem,
niszcząc obłudy bańkę.

16.03.2020

Refleksja

Stworzyć coś niekoniecznie
wiekopomnego,
ale by na dłużej niż chwilę
zapadało w pamięć
i bez przymusu
pobudzało do refleksji.

Uformować tęsknotę,
choć nieopisaną,
podskórnie wyczuwalną,
która kroczy różnymi drogami,
lecz by spróbować
jej gorzkiego smaku,
niekoniecznie trzeba zrobić
choćby jeden krok.

Zasypać przepaść,
co piętrzy sztuczne podziały.
Niechciane, złudne, niczym mgła
w piosence.

Obiecać coś, co będzie cytowane
i doczeka spełnienia,
nawet jeśli te słowa ktoś
uzna za pychę i grafomanię.

17.05.2012r.

W imadle marazmu

Frustrujący marazm
trzyma, jak w imadle,
nie odpuści na raz,
wpija się zajadle.

Truciznę swą toczy
całym krwiobiegiem,
złość zagląda w oczy
z pandemicznym ściegiem.

Każde moje próby
do przodu ucieczki
nie przynoszą chluby
i to z różnej beczki.

Niechęć do współpracy,
zmienne priorytety,
przez wirus ostracyzm
mierzi mnie niestety.

06.05.2020r.

Alergia

W egzystencji kryzysie
jestem całkiem niechcianie,
ponoć szczypią się w PIS-ie,
trzeciorzędne równanie.

Tylko widok otuchą,
co napawa energią,
świat dziś walczy z kostuchą,
ja kuleję z alergią.

Łąki ciężkie od mleczy
barwą słońca skropione,
dziwny los jest człowieczy,
wiele w nim poknocone.

Nieustanna gra z cieniem,
gdy przebija wciąż kartą,
myśli, chociaż brzemieniem,
przyzwoitym być warto.

W optymizmie chronicznym,
zaskrzypiały zawiasy,
mały wstrząs tektoniczny,
chyba brakło mi klasy.

10.05.2020 r.

Pomiędzy fasadami

Na ramionach pustki,
w ocenie tęsknoty
kroczę ku słońcu.

W zrogowaciałe dni
skurcz porażek i samotności,
wiatr pamięci,
studnia wspomnień
porośnięta czasem.

Kryzys buty w otoczeniu wszystkiego.
Rzeczywistość już tak nie boli,
zataczające się cienie
rzucają mosty ponad zapachem marzeń.

Czas się złuszczył
boleśnie obolałą łzą,
zagubione echo pociągu
pomiędzy szklanymi fasadami.

Niewyraźne, jak prawda,
lecz gęstsze niż sen
napisy końcowe
niepoukładanych dni.

21.04.2020

Palma pierwszeństwa

W pianie zieleni lata,
choć dręczony upałem
z dumy pręży się klata,
”Herkulesa ” dostałem.

Nadal kręci się ziemia,
śmiech do lustra doniosłem,
skoro ciągle pandemia,
więc się karmię ”rzemiosłem”.

Czasem autor, po pierwsze
częściej kibic i mąż
kiedy wiją się wiersze,
gnam z pokusą jak wąż.

Miłość z palmą pierwszeństwa,
najpiękniejszym witrażem,
czasem z nutką szaleństwa
wiem, że jestem szczęściarzem.

Wyznań rzeka wezbrana
swoim rządzi się echem,
padam dziś na kolana,
no i kocham z uśmiechem.

06.07.2020r.

Połowa niczego

Mam połowę niczego, 

co prawda to niezbyt wiele, 

ale i tak lepsze to niż nic. 

Jeśli nikt mi niczego 

nie odbierze, 

ani co gorsze nie doda, 

to myślę, że będę w stanie 

nadal pozostać 

połowicznym szczęściarzem. 

Gasząc lęki swiata

W pieszczocie Twych dłoni  

tańczą zmysłów runy  

trącane palcami  

pożądania struny. 

Złowiona w namiętne 

moich ramion sidła,  

alchemia bliskości  

rozwinie nam skrzydła.  

Razem bez pośpiechu  

w doznań labiryncie, 

skupiając uwagę jedynie na flircie. 

Miłosne zaklęcia w Twe włosy zaplatam 

szeptem i  pieszczotą gasząc lęki świata. 

Splątane oddechy  

w wirze uniesienia 

korowód intymny na szlaku spełnienia.